Elektryczny podgrzewacz pojemnościowy jest urządzeniem, które kupuje się raz i o którym zapomina do momentu, w którym przestaje działać. Nie ma w nim nic, co wymagałoby codziennej uwagi, nie generuje hałasu i nie potrzebuje ustawień.
Ma jednak jeden element zużywalny, o istnieniu którego większość właścicieli dowiaduje się dopiero wtedy, gdy zbiornik zaczyna przeciekać, a serwisant tłumaczy, że naprawa nie ma sensu.

Dlaczego stalowy zbiornik nie rdzewieje od razu
Wnętrze zbiornika wykonanego ze stali pokrywa się emalią ceramiczną wypalaną w wysokiej temperaturze. Warstwa ta oddziela metal od wody i jest podstawowym zabezpieczeniem antykorozyjnym.
Problem polega na tym, że emalia nigdy nie jest idealnie szczelna. W procesie produkcji powstają mikropory i mikropęknięcia, a kolejne pojawiają się przy naprężeniach termicznych podczas eksploatacji. W każdym takim miejscu woda styka się ze stalą.
Gdyby nie dodatkowe zabezpieczenie, korozja rozpoczęłaby się właśnie tam, punktowo, i drążyła ściankę na wskroś. Zbiornik przeciekałby po kilku latach, w miejscu wielkości główki od szpilki.
Rozwiązaniem jest ochrona katodowa. Do wnętrza wprowadza się pręt z metalu mniej szlachetnego niż żelazo, połączony z nim elektrycznie. W obecności wody powstaje ogniwo, w którym to ten pręt się roztwarza, a stal pozostaje nienaruszona.
Anoda, czyli element przewidziany do zużycia
Stosowana w tym celu anoda magnezowa jest elementem eksploatacyjnym, a nie częścią konstrukcyjną. Jej zadaniem jest zużyć się zamiast zbiornika i to właśnie robi.
Tempo zużycia zależy od kilku czynników. Od twardości i przewodności wody, bo bardziej przewodząca przyspiesza reakcję. Od temperatury nastawy, bo powyżej sześćdziesięciu stopni proces wyraźnie przyspiesza. Wreszcie od intensywności użytkowania, bo świeża woda wnosi tlen.
W typowych warunkach anoda zużywa się w ciągu dwóch do czterech lat. Po jej wyczerpaniu ochrona po prostu przestaje działać, a korozja przenosi się na stal w miejscach uszkodzeń emalii. Od tego momentu zbiornik ma przed sobą zwykle rok albo dwa.
Kontrola polega na wykręceniu anody i obejrzeniu jej. Pręt zużyty w ponad połowie kwalifikuje się do wymiany. Zdarza się, że po czterech latach zostaje z niego wyłącznie drut rdzeniowy, a właściciel jest przekonany, że urządzenie nie wymaga żadnej obsługi.
Sama wymiana jest czynnością prostą: odcięcie zasilania, zamknięcie dopływu wody, spuszczenie zbiornika i wykręcenie anody. Koszt to kilkadziesiąt złotych i godzina pracy raz na kilka lat, przy urządzeniu wartym kilkanaście razy więcej.
Osad, czyli drugi proces zachodzący równolegle
Niezależnie od korozji w zbiorniku odkłada się kamień. Wytrącanie węglanu wapnia przyspiesza gwałtownie powyżej sześćdziesięciu stopni, a osad gromadzi się na grzałce i na dnie.
Na grzałce warstwa kamienia działa jak izolacja. Ciepło gorzej przechodzi do wody, więc element pracuje w wyższej temperaturze niż przewidziano, co skraca jego żywotność. Objawem pośrednim jest wydłużenie czasu nagrzewania i wzrost zużycia energii, zauważalny na rachunku, zanim dojdzie do przepalenia.
Na dnie osad zbiera się w warstwę, która zmniejsza użyteczną pojemność zbiornika i, co gorsza, tworzy pod sobą strefę o ograniczonej wymianie wody, sprzyjającą rozwojowi bakterii.
Stąd praktyczna zasada dotycząca nastawy. Pięćdziesiąt pięć stopni jest wartością kompromisową: dostatecznie wysoką, by ograniczyć ryzyko mikrobiologiczne, i dostatecznie niską, by spowolnić wytrącanie kamienia oraz zużycie anody. Podniesienie do siedemdziesięciu nie poprawia komfortu, bo do kąpieli i tak miesza się wodę z zimną, a przyspiesza oba procesy naraz.
Dobór urządzenia i to, co decyduje o wygodzie
Przy wyborze nowego podgrzewacza pojemność bywa jedynym rozważanym parametrem, a nie jest najważniejsza.
Istotniejszy jest czas nagrzewania, wynikający z mocy grzałki, oraz sposób pobierania wody ze zbiornika. Urządzenia z dobrze zaprojektowanym rozdziałem wewnętrznym oddają większą część pojemności jako wodę o pełnej temperaturze, zanim zacznie mieszać się z zimną dopływającą od dołu.
Drugim parametrem jest strata postojowa, czyli energia zużywana na utrzymanie temperatury między poborami. Podawana w karcie w kilowatogodzinach na dobę, w skali roku daje od dwustu do pięciuset kilowatogodzin, w zależności od jakości izolacji.
Dostępne w kanale hurtowym urządzenia, w tym stiebel eltron podgrzewacz wody, występują w wersjach o zróżnicowanej pojemności i klasie izolacji. Warto porównać właśnie stratę postojową, bo to ona odróżnia urządzenia, które na papierze wyglądają identycznie.
Trzecim, praktycznym kryterium jest dostępność anody i grzałki. Konstrukcja, w której wymiana wymaga zdemontowania całego urządzenia ze ściany, sprawia, że przegląd nie zostanie wykonany.
- Sprawdź anodę po dwóch latach od montażu, a potem co dwa lata, i wymień, gdy zużyta jest w ponad połowie.
- Ustaw temperaturę na pięćdziesiąt pięć stopni, co spowalnia jednocześnie korozję i wytrącanie kamienia.
- Spuść osad z dna przy okazji wymiany anody, korzystając z zaworu spustowego.
- Zapewnij dostęp serwisowy przy montażu, zostawiając miejsce na wykręcenie anody bez zdejmowania urządzenia.
Pierwszy punkt jest jedyną czynnością, która realnie decyduje o tym, czy podgrzewacz przepracuje piętnaście lat, czy zostanie wymieniony po pięciu. Nie wymaga wiedzy technicznej ani specjalistycznych narzędzi, tylko pamiętania o niej co dwa lata.
Podgrzewacze wody, anody, grzałki i osprzęt serwisowy wraz z danymi technicznymi znajdziesz na www.onninen.pl. Parametry przywołane w tekście pochodzą z katalogu hurtowni Onninen.
Artykuł sponsorowany
Dom to coś więcej niż cztery ściany – to miejsce, które odzwierciedla nasz charakter i potrzeby. Uwielbiam łączyć estetykę z funkcjonalnością, szukać unikalnych rozwiązań i podpowiadać, jak stworzyć wnętrza, w których po prostu chce się być. Na blogu dzielę się swoją wiedzą, doświadczeniem i pomysłami, które pomogą Ci urządzić przestrzeń tak, by czuć się w niej naprawdę dobrze.




